Penn Slammer III

JEST i czuję jak schodzi w dół. Hamulec zaczyna popuszczać raz i drugi. Postanawiam go dokręcić, bo poniżej widać zwalone drzewo.

Zaczynam ściągać pompując, wyszła do wierzchu. Krótki siłowy hol i ...

Jeszcze w grudniu umawiamy się na rozpoczęcie sezonu trociowego na Drwęcy. Mamy jechać we czterech. Trzydziestego grudnia robię na poczcie opłaty na Drwęcę na 1 i 2 stycznia.
Wyjazd zaplanowaliśmy na godzinę 3:20 1 stycznia. Niestety, ale 31 stycznia dostajemy informację, że Drwęcą płynie kra i to podobno całą jej szerokością. Wyjazd trzeba odłożyć na późniejszy termin. W Nowy Rok od rana zaczyna mnie nosić. Dzwonię do kolegi z Torunia. Mam szczęście, bo jest nad wodą i potwierdza, że jest kra, ale mówi też, że można znaleźć czyste miejsca, w których można połowić. Krótka narada z synem i żonką i zapada decyzja, jeżeli wspólnicy odpadną to o godzinie 15:00 ruszamy sami w kierunku Drwęcy. No i niestety, a może stety, tak się właśnie stało, pojechaliśmy tylko we dwóch. Po minięciu Ciechanowa droga zaczynała się robić biała, co nie nastrajało zbyt optymistycznie. Na całe szczęście im bliżej byliśmy Torunia tym czarniejsza była droga.

Jednak warto było jechać na niepewną wodę pod względem jej stanu. Nawet gdyby płynęła kra to nawet dla samego klimatu panującego nad Drwęcą. Każdy z każdym porozmawia, nikt na nikogo nie patrzy „wilkiem”, jeżeli staje się bez zachowania wymaganych regulaminem odległości. Jeden drugiemu pomoże przy lądowaniu ryby. Kiedy tak będzie na wszystkich wodach, czy doczekamy takiej atmosfery.

Jesteśmy w Głogowie. Zajeżdżamy na CPN żeby wykupić dla Mirka zezwolenie i ruszamy dalej. Jesteśmy w Lubiczu, jeszcze chwila i jesteśmy już na kwaterze. Po zainstalowaniu się idziemy na most zobaczyć jak wygląda Drwęca, a w zasadzie ile jest kry. Jesteśmy dobrej myśli, bo widać bardzo mało kry, ale to jest powyżej młyna i tamy przy młynie. Ciekawe, co będzie niżej? Pobudka o 6:30 kawka, śniadanko i jedziemy nad wodę. Samochód zostawiamy koło bramy wjazdowej do młyna. Dzięki przyjaznemu dozorcy nie musimy obchodzić młyna tylko cichaczem przemykamy się przez jego teren do dziury w płocie. Po dojściu do wody widzimy pierwszą rybę, jest to łosoś około 5 kg. Czyli rybki współpracują.
Co za spotkanie, koledzy z Olsztyna nad Drwęcą.

alt

 

Jak widać kry jakby nie było. Schodzimy trochę niżej i znajdujemy pierwszą wolną miejscówkę gdzie można pospiningować.

alt


Niestety, ale godzinka machania i bez efektów. Próbowaliśmy na obrotówki, wahadłówki i przynęty gumowe. Nawet najdelikatniejszego skubnięcia, a może i było skubnięcie tylko nie potrafiłem go wyczuć. Zmiana miejsca na następne wolne.

alt


Następne wolne miejsce znajdujemy zaraz za mostem kolejowym. Niestety, ale i tu spędzamy sporo czasu bez efektu. Postanawiamy iść dalej, ale drogę przegradza nam wąska rzeczka. Ja jestem w spodniobutach za to Mirek ma tylko buty wojskowe i nie da rady przejść na drugą stronę. Postanawiamy wracać w górę Drwęcy. Zatrzymujemy się jeszcze w paru miejscach, ale też bez efektu. Jest coraz mniej wędkarzy. Znajdujemy wolne miejsce

alt


Patrząc w dół wygląda tak

alt


A tak wygląda ono w całej okazałości

alt

 

No i powtarza się cała procedura – zmiana przynęt i sposobów ich prowadzenia. Rzuty na wprost i pod prąd. Bez efektu. Postanawiam założyć 17 gramową obrotówkę Ular, która według mnie najlepiej pracuje w wodzie.

alt

Zauważyłem, że koledzy wędkarze poniżej mnie, których widać na poprzednim zdjęciu zrobili sobie odpoczynek, więc rzucam po skosie pod drugi brzeg i pozwalam obrotówce niesionej prądem na wolniutkim zwijaniu pod nasz brzeg. Czuję jakby puknięcie. Momentalnie wzrasta poziom adrenaliny i cięcie – pusto – tylko na kotwicy jest trochę zielska – przywad. Następne parę rzutów w tamto miejsce i około 1.5 m od naszego brzegu znowu to samo – cięcie i znowu przywad, ale nie, JEST i czuję jak schodzi w dół. Hamulec zaczyna popuszczać raz i drugi. Postanawiam go dokręcić, bo poniżej widać zwalone drzewo. Zaczynam ściągać pompując, wyszła do wierzchu. Krótki siłowy hol i rybka ląduje przy moich stopach.

alt

Dzięki koledze wędkarzowi mogłem ją zważyć – 2.85 kg i 65 cm.



Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się