Berkley 2

Prawdziwy karpiarz nawet podczas pobytu na obczyźnie na każdym kroku myśli jak tu wybrać się na zasiadkę.

Tak i tym razem było ze mną. Czwartek po południu Ja wraz z moimi dwoma kompanami Marcinem i Adrianem zdecydowaliśmy że jedziemy nad wodę. Robimy listę zakupów i śmigamy do sklepu.
Osiem godzin w pracy dłużyło się niemiłosiernie ale jakoś wytrzymałem. Po pracy kąpiel, obiadek i zbieramy się nad wodę. Do pokonania z naszego miasta Burgos do zbiornika Arija mieliśmy jedyne 93 km.

Szybkie rozbicie namiotu rozpalenie grilla i przygotowanie wędek zajęło nam ładne kilkadziesiąt minut. Pierwsze wędki posłaliśmy z dala od naszego obozowiska zawsze ta strategia wychodziła nam na dobre. Tutejsze karpie bywają bardzo ostrożne i nie lubią hałasu.
Na początku próbowałem łowić z nienapiętymi linkami. W ten sposób chciałem zmniejszyć ryzyko wpłynięcia w nie ryb. Niestety, dość szybko odczułem także wady tej metody, gdyż liczba chybionych brań gwałtownie wzrosła. Zauważyłem że karpie po braniu kierują się w kierunku wędkarza.
Pierwsza rybka na naszej macie wylądowała po zachodzie słońca, był to karpik z tych małych braci. Noc upłynęła nam bardzo spokojnie, hiszpańskie noce bywają bardzo cieplutkie i przyjemne. Poranek zaczął nam się bardzo wesoło. Sygnalizator oznajmił nam że cyprinusy grasują w naszym miejscu zanęconym. Tym razem udało mi się wyholować i karpika okazało się że na macie wylądowała moja życiówka.
Waga pokazała bez mała 10 kg cieszyłem się jak małe dziecko. Dla początkującego karpiarza to było coś. Rybka dostała buziaka i w super kondycji odzyskała wolność.

 

Na kolejne branie nie musieliśmy długo czekać tym razem kolegi Adriana odezwał się sygnałek. Niestety karpik pod samym brzegiem zrobił nura i zobaczyliśmy tylko jego ogon. Klasyczna spinka. Marcin, drugi kompan odłożył podbierak i kierował się do swoich wędek, po chwili pyta mnie Tomek gdzie jest moja druga wędka? Osłupiałem ze zdziwienia, podbiegam do podpórek wędki nie ma. Po chwili zorientowałem się że sprytny silny karp wciągnął wędkę do wody. Marcin długo nie czekał, zdjął buty i spodenki i wskoczył do wody. Nie musiał długo płynąć bo wędka zatrzymała się na gałęzi.
Po dopłynięciu do brzegu stwierdził że do końca zasiadki nie rusza się od wędek.

Weekendowa przygoda powoli zbliżała się ku końcowi. Przed spakowaniem postanowiliśmy porobić sobie jeszcze parę pamiątkowych zdjęć i wyruszać do domku gdzie czekali na nas rodzice.Hiszpańska woda może nie obdarowała nas w okazy o których marzyliśmy, karpie rzędu 20 kg nie robią na nikogo wrażenia ale wrażenia z pobytu nad dziką wodą i odpływająca wędka zrekompensowała nam cały trud który włożyliśmy
w tą wyprawę.

fomasz

Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się