Clash 1
Chciałbym zacząć od wyjaśnienia sprawy dotyczącej łowienia szczupaków w kwietniu. Jezioro gdzie je łapałem jest zbiornikiem prywatnym, gdzie można na nie polować już od połowy kwietnia. Jezioro jest karpiowe a szczupaków nikt tam nie łapie.

P1020376

Wyjaśniłem sprawę więc zacznę opisywać naszą wyprawę. Wyjazd nad to malownicze jezioro padł na Święta Wielkanocy, bo co może być lepszego niż święta nad wodą. W czwartek 21 kwietnia zaczęliśmy się pakować, ponieważ mamy trochę dużo gratów karpiowych a nasz Sharan jest załadowany po dach.W piątek tata i mama urywają się z pracy i jedziemy, na miejsce dotarliśmy po południu.
Szybkie rozpoznanie miejscówek gdzie będziemy łowić oraz biwakować, no i rozpakowywanie, trwało to dość długo, ponieważ mieliśmy do przeniesienia sprzętu nad wodę kilkaset metrów. Ja zabrałem sie za napompowanie pontonu a tata i mama za dwa namioty. I tak mijały nam kolejne godziny, pod wieczór, mamy wszystko rozłożone, teraz zostaje nam znalezienie miejscówek gdzie będziemy łapać cyprinusy.
Wybór padł na miejsca położone 300m od naszego stanowiska oraz jedna wędka znalazła się pod naszym brzegiem. Wywózki trzech zestawów po 300 metrów zajęły następne godzin. I tak nadszedł wieczór ale ja nie poprzestałem i rozłożyłem sobie spining kilka rzutów i czuje pstryknięcie, wcinka trochę holu i spadł, następny rzut i w pierwszym opadzie czuje szarpnięcie tym razem skubańca udało się wyciągnąć, miał 68cm.

Jeszcze kilka rzutów i nadchodzi ciemność, trochę posiedzieliśmy na dworze i poszliśmy spać. Noc minęła spokojnie, rano postanowiłem pójść na spining i przyciąłem ładną 50cm.

P1020408
Spotkałem kolegę po drugiej stronie, trochę pogadaliśmy i słyszę branie po drugiej stronie, patrze, tata wybiega z namiotu i zacina, no to pomyślałem idę mu w razie czego pomóc, zanim dobiegłem karpik się spiął, branie nastąpiło z wywózki pod drugim brzegiem około 300m od naszego obozowiska. Kilkanaście minut i na mojej wędce słyszę odjazd, zacinam i czuję duży opór, ryba się nie rusza, postanowiliśmy popłynąć po nią, okazało się, że ryba zaplątała się o trzcinę, chwila odplątywania i karpik ląduje w podbieraku, dopływamy do brzegu.

P1020387
Waga pokazuje 8kg nie jest źle. Karpik wraca do wody. Teraz musimy zmienić przynęty i znowu wywieźć pod drugi brzeg. Wywózka poszła sprawnie, zjedliśmy śniadanie i tak mijała nam sobota. Po południu uzbroiłem swój spining w boczny trok, kilka rzutów i przycinam coś dużego, od razu wiedziałem że to szczupak, myślałem tylko o jednym, proszę Cię nie obcinaj mi żyłki :D Udało się go wyciągnąć miał całe 70cm ale tak poharatanego szczupaka nie widziałem, szczupak nie był mały a widać było że Mamusia albo mama Mamusi musiało go trącić swoimi ząbkami.

                                            wedkarskie swieta wedkarskie swieta

Wtedy dostałem nowe chęci założyłem wolfram i nową przynętę Savage gear Soft 4 play no i poszedłem na pomost, kilka rzutów pod trzcinę i siedzi dobry 65cm cały zadowolony wróciłem do "domu", mama zrobiła obiad i tak robiło się coraz cieplej, czekaliśmy na wieczór, żeby zmienić przynęty na karpiówkach, wszystko poszło w jak najlepszym porządku a czas tak szybko mijał ,że robiło się coraz ciemniej, szybki wypad na spining zaowocował dwoma szczupakami koło 60-70cm.
Teraz pozostało nam czekać na noc, bo ewidętnie było widać, że karpie biorą tylko w nocy. O 12 w nocy tata ma branie i wyciąga następną ósemkę karpia.
Szybka wywózka i czekamy na następne branie, niestety branie było dopiero rano, około 5 rano na mojej wędce słyszę odjazd szybkie wyskoczenie z namiotu i zacinam, to nie było taka sprawa jak z tymi dwoma ósemkami, to nie był szybki hol, hol trwał aż 30 minut, pomyślcie sobie jak moja wyobraźnia zaczęła działać, dziwne myśli chodziły po mojej głowie, tata powiedział może sum ja powiedziałem może mój rekord :D. Ryba słabła i udało się ją podebrać, wracamy do brzegu szybkie
ważenie, waga pokazuje 11kg i jest to karp z wielkim ogonem.


P1020391

Moja radość nie była do określenia, choć nie był to mój rekord to i tak było to piękne przeżycie. No i następne wywózki, z rana szybko uciekam na spining bo wiem, że to najlepsza pora na moje esoxy, no i się nie myliłem złapałem szczupaka pod 70cm i byłem w pełni szczęśliwy.W południe jesczę wyskakuje pod moje trzcinki i zacinam piędziesiątaka. Czeka nas jeszcze jedna noc wiemy, że trzeba ładnie wywieźć wszystkie kije i czekać na noc. I tak też było, wszystko wywiezione, palimy ognisko, jemy kiełbaski i następuje pierwsze branie niestety jest to tylko leszcz miał około 2,5kg.
Płyniemy wywieźć zestaw,a jak byliśmy na miejscu usłyszeliśmy kilka spławek około 20metrów od naszego pontonu, wyobraźnia zaczęła działać. Płyniemy do naszego obozowiska i kładziemy się spać, niestety cała noc minęła bez żadnego brania, rano szybko wstałem, bo może być branie, niestety żadnego brania już nie było.

Popłynęliśmy do naszych zestawów pod drugim brzegiem, ponieważ jest tam krystaliczna woda i jest widać zestawy jak leżą na dnie, okazało się, że cała zanęta wokół zestawów została zjedzona a stały tylko nasze "bałwany" z kulek. W tej chwili bardzo się zmartwiliśmy, karpie na tej wodzie są bardzo cwane.
Spływamy do naszego obozowiska, ja szybko łapie za spining i biegnę na moją miejscówkę gdzie miałem w zeszłym roku ładne szczupaki, kilka rzutów gumą i nic, zmartwiony zakładam blachę pana Adama Kaczmarka kilka rzutów i z opadu czuje uderzenie szybki hol, mój kij bardzo ładnie się wyginał i amortyzował zrywy pięknego szczupaka, esox miał 68cm.

P1020401
Po tym szczupaku wróciłem i zacząłem się pakować, półtora godziny pakowania i wracamy do domu pełni szczęścia, a wiecie co najlepsze za kilka dni znowu tam jadę na majówkę gdzie będę rywalizował z zawodach. Wiecie co jest piękne, całą zimę dbaliśmy o tą wodę, zrobiliśmy pomosty a teraz widać naszą pracę.

Podsumowując był to super wypad, nie zazdroszczę ludziom, którzy święta spędzili przy telewizorze.


Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się